niedziela, 11 września 2016

Razem, ale osobno

Do tej pory uważałam, że moje życie osobiste nie powinno stanowić przedmiotu dyskusji, a to, co się dzieje u mnie, traktowałam jako swego rodzaju tabu. Nie ma jednak nic bardziej wartościowego i wiarygodnego, jak pisanie na podstawie przeżytych doświadczeń i empirii. Przyznaję się więc – jestem w związku na odległość. Intrygujące a zarazem niełatwe, ale chcę wam to trochę przybliżyć z własnego punktu widzenia.





poniedziałek, 27 czerwca 2016

Co z tym carpe diem?


Chwytaj dzień, bo przecież nikt się nie dowie, jaką nam przyszłość zgotują bogowie… - pisze Horacy w jednej ze swoich pieśni. Sentencja wybitnego poety, znana powszechnie jako carpe diem, rzuciła mi się w oczy podczas spaceru, wypisana na murze w całości pokrytym graffiti, kolorowymi obrazkami i wyznaniami miłości. Ja natomiast chwytam się każdej możliwej pracy.

Motywy carpe diem, tak jak ora et labora, czy memento mori mają przewodzić naszemu codziennemu życiu. Chwytaj dzień, ale też módl się i pracuj, pamiętając przy tym o śmierci? Nijak to do siebie pasuje. Prawda jest taka, że wszyscy kiedyś umrzemy. You only live once. Życie jest tylko jedno. Gdy je stracimy, nie będzie już czego żałować, ani nad czym rozmyślać. Człowieku, odpowiedz sobie: żyjesz, czy tylko oddychasz? Zamiast po raz kolejny zastanawiać się, co moglibyśmy zrobić lepiej, jaką inną decyzję podjąć, po prostu najzwyczajniej doceńmy to, co mamy, bo to przeminie, tak jak wszystko na tym materialnym świecie.

Nie dostanę Nobla za odkrycie faktu o przemijalności chwili. Zdaję sobie jednak sprawę, jak niewiele jest takich osób, które naprawdę umieją nią żyć i w zupełności je rozumiem. Sama jestem jedną z nich. Byłabym więc hipokrytką, gdybym zaczęła namawiać do czerpania z życia pełnymi garściami. Zamiast więc moralizować, spróbuję znaleźć usprawiedliwienie dla siebie i pozostałych ogarniętych tą współczesną ,,przypadłością’’.


Spójrzmy prawdzie w oczy: jesteśmy tak zapracowani i skoncentrowani na zabieganiu o dobra materialne, że w zupełności zapominamy o tym, żeby żyć. Nie ma w tym nic dziwnego. Sen z powiek spędzają nam troski dnia codziennego. Za coś trzeba przeżyć, z czegoś opłacić mieszkanie, ubrać się, zatankować samochód. O ile bycie kowalem własnego losu nie jest trudnym wyzwaniem, o tyle utrzymanie kilkuosobowej rodziny to już wyższa szkoła jazdy. A gdzie w tym wszystkim przysłowiowe pięć minut dla samego siebie? Otóż nie ma go. Tak po prostu? Właśnie, tak po prostu. To tylko jedna ze śpiewek jak mantra powtarzanych przez marki reklamujące kosmetyki, które rzekomo sprawiają, że każda z nas czuje się wyjątkowa i zadbana.

Zatrzymajmy się na chwilę i spytajmy samych siebie, ile razy pomiędzy palcami przeciekła nam okazja, by wsiąść do pociągu byle jakiego i nie dbać o bagaż, ani o bilet? Niepozorny cytat wypisany na kawałku ceglanej ściany uświadomił mi, jak wiele razy powiedziałam ,,nie’’. Nie dla jedzenia lodów zimą. Nie dla kąpieli w jeziorze po północy. Nie dla spacerów w deszczu. Nie dla skakania w kałużach. Nie dla życia. Czy żałuję? Nie. Nie potrzeba mi lodów zimą, zmoczonych butów, wariackich i nieprzemyślanych decyzji. Moje życie – mój plan. Żadne motywatory nie są w stanie zmienić wypracowanego przeze mnie w ciągu lat ładu.

Czy jestem szczęśliwa? Chyba nigdy nie miałam czasu, żeby się nad tym dobrze zastanowić. Co mi sprawia prawdziwą radość? Z punktu widzenia pracoholika, jakim jestem, tylko natłok obowiązków czyni mój dzień pełnym, a każda sekunda spędzona na nicnierobieniu to czas zmarnowany.  Bezproduktywność jest dla słabeuszy, ja zaś staram się dać z siebie wszystko, a czasami nawet więcej. To właśnie sprawia mi prawdziwą radość. Praca, praca i jeszcze raz praca.


wtorek, 15 marca 2016

Wiwat Mediosfera


XXI wiek, to wiek, w którym do Monteskiuszowskiego trójpodziału władzy wkradły się podstępne media. Zwane dziś ,,czwartą władzą’’, całkowicie przeniknęły naszą codzienność, towarzysząc nam na każdym kroku i o każdej porze dnia, a nawet nocy. Z nimi pracujemy, o nich mówimy, bez nich… nie umiemy żyć. Panie i Panowie, poznajcie nowego króla.

Media otaczają nas ze wszech stron. Wraz z postępującym procesem makdonaldyzacji, wszyscy staliśmy się klientami medialnego fast food’u, karmieni tym, co oferuje nam mediosfera. Bez względu na płeć, wiek, wykształcenie lub jego brak, stajemy się członkami masy, ciasta przygniatanego nadmiarem docierających do nas informacji i reklam. Choćbyśmy bardzo chcieli, nie jesteśmy w stanie zamknąć się na to, co przekazuje nam mediosfera. Wielu jednak nie zdaje sobie sprawy, że pojęcie to obejmuje nie tylko prasę, radio i telewizję. Przez owo określenie rozumiemy także afisze, plakaty, krzyczące bilbordy a także, co pewnie nikogo nie dziwi, ogólnodostępny Internet.



Manipulacja mediów nie jest zjawiskiem nikomu obcym. Będąc jednak świadomymi konsumentami ,,sprzedawanych’’ treści, wbrew powszechnemu ,,nie daję się omotać mediom’’ i tak ulegamy drugiemu produktowi za pół darmo. Nieważne, że w domu masz już proszek do prania. Nabędziesz kolejny i jeszcze jeden, bo przecież ,,tylko teraz – nie przegap okazji’’. Powtarzane niczym mantra hasła zapadają w pamięci, by zachęcić Cię do podniesienia się z kanapy i ruszenia do najbliższego marketu po płyn do mycia naczyń, który odmieni Twoje życie. Sam zmywa, uwierzysz w to?

Media oddziałują na nas nie tylko poprzez promocję towaru, skaczące obrazy i miliony kolorów w jakości HD. To jedynie przystawka. Danie główne to napływające zewsząd informacje, które, wykreowane w taki sposób, by docierały do jak najszerszego grona odbiorców, są nosicielami opinii publicznej i kreują wartości swoich podwładnych, czyli potencjalnych Kowalskich. Z lustra odbijającego rzeczywistość, stały się krzywym zwierciadłem. Zamiast encyklopedii dnia codziennego, głupawą komedią sprzedającą tanią sensację. Nie wiesz na kogo zagłosować w wyborach? Media Ci powiedzą. One wiedzą wszystko.


Obserwatorzy

Szablon stworzony przez Blokotka. Nagłówek i design zaprojektowała Michalina Korzeniowska. Wszelkie prawa zastrzeżone.