sobota, 7 listopada 2015

Wszyscy pasujemy

Nie(na)widzę cię. Zwrot oznaczający nic innego, jak uczucie niechęci wobec kogoś lub czegoś, któremu towarzyszy pragnienie, by obiektowi awersji przytrafiło się coś złego. ,,Nie widzę cię w swoim życiu’’, rozumiane także jako ,,nijak tutaj pasujesz’’. Tym sposobem wyrażamy swoją wrogość, pogardę i nieprzychylność dla inności.


Legenda głosi, że na świecie żyła kiedyś osoba, która nie nienawidziła. O ile jednak w legendzie odnajdujemy ziarno prawdy, o tyle dzień bez wyrażania niezadowolenia, dezaprobaty, czy wrogości jest wyłącznie fikcją literacką. Jeżeli więc jesteś sympatykiem gatunku fantasy, ta lektura z pewnością przypadnie Ci do gustu. A może nawet zatrzymasz się nad nią i stwierdzisz: ,,Warto byłoby żyć w świecie pozbawionym zła’’.

Nastawieni na konsumpcję, rozrywkę i czerpanie przyjemności w każdym tego słowa znaczeniu, prowadzimy pasożytniczy tryb życia. Czekamy na czyjeś słabości i potknięcia, by wykorzystać je dla własnego interesu. Ponoć cel uświęca środki. A my nie przebieramy w środkach, nawet jeśli miałyby się nimi okazać inne osoby. Dążenie po trupach dla zyskania wymiernych korzyści jest tutaj jak najbardziej trafnym określeniem. Ale co by się stało, gdyby człowiek jednak był człowiekiem, wilki zostały tam, gdzie ich miejsce, a gazety pisały zgodnie z przeznaczeniem, dla którego zostały stworzone?

Pobawmy się w dzień bez nienawiści. Z głębokiego snu wyrywa cię irytujący dźwięk budzika. Ale zaraz… słowo ,,irytujący’’ należy skreślić. Spróbujmy więc jeszcze raz. Z głębokiego snu wyrywa cię dźwięk budzika. Wyłączasz go po omacku, błądząc ręką po nocnym stoliku szukasz telefonu. To od niego zaczyna się twój dzień. Spoglądasz na zegarek. Szósta rano. Idealna pora, by zwlec się z łóżka. Poniedziałek. Za oknem ciemne chmury zwiastujące ulewę. Deszczowa pogoda to ostatnie czego sobie życzysz, ale uśmiechasz się. Przecież mogło być gorzej, prawda? Nie przeszkadza ci fakt, że spodnie w kant nie leżą tak jak trzeba, a mankiety koszuli są niedoprasowane. Nie narzekasz, że kawa za zimna, a czerwona szminka znowu zostawia ślad na zębach. W końcu to Chanel Rouge Coco, czego się więc spodziewałaś? Chwytasz parasol i w biegu opuszczasz mieszkanie, potykając się o szpilki, które zdjęłaś w pośpiechu poprzedniego wieczoru.


Twój autobus spóźnia się. Mija kwadrans, a kierowca w dalszym ciągu nie pojawił się na przystanku. Zapewne przypadek losowy. Każdemu może się zdarzyć. To nie powód, by rzucać wiązankę ,,pięknej’’ polszczyzny. Z lekkim poślizgiem w końcu trafiasz do biura, gdzie na wejściu spotykasz wzrok przełożonego. Myślisz sobie: ,,Mam przechlapane’’. Ten jednak uśmiecha się szeroko i pogodnym głosem życzy Ci miłego dnia. Z dozą niepewności dziękujesz i podążasz w kierunku swojego stanowiska. Miła atmosfera podczas lunchu oraz uprzejme gesty i słowa współpracowników sprawiają, że czujesz nadciągającą burzę.

Włączasz radio z przekonaniem, że to, co w nim usłyszysz zaburzy dotychczasową harmonię. Sojusz Ukrainy i Rosji? Koniec wojny religijnej w krajach arabskich? Zmieniasz stacje w poszukiwaniu… właściwie czego szukasz? Nienawiści? Przemocy? Spytaj siebie, czy to właśnie nadaje sens rzeczywistości? Przestań i wyłącz odbiornik… Widzisz, jakie to proste?


niedziela, 9 sierpnia 2015

Nic dodać, nic ująć...

…czyli o perfekcji słów kilka. Bo czym ona jest i dlaczego tak desperacko do niej dążymy? Odpowiedzi na te pytania nie trzeba szukać daleko. Media fundują nam wyidealizowany obraz świata, człowieka, stylu życia. Nie wpisujesz się w sprezentowany zeń kanon? W takim razie czeka się masa pracy.




Świat, do cna przesiąknięty środkami masowego przekazu, zmierza do uświadomienia nam, że jesteśmy pełni przywar i skaz, które wymagają naprawy, skorygowania. Media doskonale znają nasze słabości, ułomności i potrzeby. Wykorzystują tę wiedzę do osiągnięcia finansowych zysków, co zresztą całkiem dobrze im wychodzi. Nieskazitelna cera, rozmiar trzydzieści sześć, długie i zdrowe włosy, brak oznak starzenia się. Do tego perfekcyjna pani domu, żona, matka i bizneswoman w jednym. Wszyscy znamy te historie z autopsji lub reklam telewizyjnych, którymi karmią nas odbiorniki.

Każdy z nas jest innym człowiekiem. Różni nas nie tylko materiał DNA, uwarunkowania genetyczne, czy wygląd zewnętrzny. Kwestia naszego ,,być albo nie być’’ zakorzeniona jest bardzo głęboko w umyśle. Na każdym kroku porównujemy się do rówieśników, kolegów z pracy, szkoły, nie doceniając tym samym siebie, własnych umiejętności i zdolności. Żyjąc obrazem tego, jacy powinniśmy być, zatracamy świadomość własnego ja na rzecz przemożnej potrzeby bycia zauważonym.




Dążenie do perfekcji jest niczym walka, jaką podejmujemy z samym sobą. Trudna, długa i pełna wyrzeczeń. Jednak czy bycie doskonałym w każdym calu, rozumiane jako typowy przykład ,,nic dodać, nic ująć’’, nie unieszczęśliwia człowieka? Koncentrując się na osiąganiu nieskazitelności, zatracamy prawdziwą radość z życia, czerpania z niego ile się da i wykorzystywania ulotnych chwil. Kult doskonałości zamyka nasz świat w wyznaczonych granicach i ramach, w które usilnie próbujemy się wpisać. Kosztem czego? Czy takie poświęcenie jest tego warte?

Każdy z nas jest nieoszlifowanym diamentem. Rozmaite sytuacje i zdarzenia, jakie nam się przytrafiają, poddają nas próbie sił i wytrzymałości. To one sprawiają, że kształtujemy własne wartości, rozwijamy się, chcemy stawać się lepszymi ludźmi. Na tym właśnie polega istota naszego jestestwa. W gruncie rzeczy nie chodzi przecież o to, by być bez skaz. Nasze ułomności nadają sens egzystencji. Są powodem, dla którego każdy z nas jest uczniem dożywotniej szkoły życia. Powtarzając zaś za Dalajlamą: ,,Celem nie jest bycie lepszym od kogoś innego lecz bycie lepszym od tego, kim samemu było się wcześniej’’.



wtorek, 14 lipca 2015

Dzieci nie takie same


Każdy z nas był kiedyś dzieckiem. Wesołym, rozbrykanym, beztroskim. Czasami bardzo trudno w to uwierzyć. Zwłaszcza, kiedy codziennie rano, idąc do piekarni po świeże pieczywo, mija się tę samą staruszkę, która istnieje odkąd tylko pamiętamy. I od dekady wygląda dokładnie tak samo. Może włos bardziej posiwiał, może na twarzy ukazały się dodatkowe zmarszczki, których nie było. Zawsze jednak z tym dziecięcym błyskiem w oku.

Dlaczego z takim przerażeniem spoglądają na nas, młode pokolenie, które mianuje się przyszłością narodu? Zadając sobie te pytania, przerzucałam karty przeglądarki, by jak co dzień sprawdzić ,,co nowego w internetach’’. Facebook, Instagram, blog. Jeszcze tylko szybki look na wiadomości z kraju. Trochę polityki, szczypta skandalu,  nowinki ze świata sławnych i bogatych. I… bingo. Odpowiedź przyszła sama. Kiedyś tego nie było.

Często, patrząc na starsze osoby, zastanawiam się, jak wyglądało ich dzieciństwo? Czy było łatwiejsze? W dobie laptopów i tabletów, gdzie wszystko można zrobić on-line, prościej już być chyba nie mogło. Bardziej kolorowe? Czy coś może się równać z telewizją w jakości high definition? A jednak jest coś, co sprawia, że z uśmiechem na twarzy patrzy się w przeszłość.  Jednak co może o tym wiedzieć osoba, która dopiero co skończyła dwadzieścia lat? A jednak i ja mogę dorzucić tutaj swoje pięć groszy.


Zabawy w klasy, chowanego, berka, bieganie na podwórku tak długo, dopóki z okna nie dało się słyszeć głosu mamy wołającej na kolację – to było życie. Całodniowe oczekiwanie na wieczorynkę? Chyba każdy z nas wiedział, jaka bajka będzie emitowana danego dnia. Zadrapane kolana, strupy na łokciach – ,,do wesela się zagoi’’. Udany dzień? Udany był tylko wtedy, kiedy wracałeś do domu brudny od stóp do głów, a zatroskana rodzicielka znów załamała ręce na samą myśl o czekającym ją dopieraniu koszulek.

Gdzie się podziały czasy, w których nikt nie rywalizował o to, kto będzie miał najlepszego smartfona? A problemy? Jedynym problemem była deszczowa pogoda, która uniemożliwiała wyjście na zewnątrz. Nie martwiło nas kiepskie łącze wi-fi czy fakt, że rodziców nie było stać na najmodniejsze obuwie. Ubrania noszone po kuzynach kuzynów siostry męża matki idealnie spełniały swoją rolę, a rozklejające się, znoszone już trampki – klasyk. Pamiętam to, a Wy?


niedziela, 3 maja 2015

Nieschematyczni?


W świecie rzekomo pozbawionym schematów wszystko jest schematyczne. Przeżyjemy. Żyjemy. Jemy. My. Ja i ty. Ludzie. Zaimki osobowe w otoczeniu rzeczowników. Pionki na planszy.

Skomplikowana sztuka survivalu – przeżyć. Żeby żyć, trzeba jeść. Życie jest szybkie, ale wolno przeżuwaj każdy kęs. Panie Premierze, jak żyć? Byle do przodu. Nie cofaj się do tyłu. Fakt autentyczny. Masło maślane. Pozostaw przeszłość. Spójrz w przyszłość. Racjonalizm jest już passé. Pesymistyczni pozytywiści.

Zamknięci w czterech ścianach. Społeczny problem - samotność w tłumie. Sieroty świata. ,,Taki to teraz jakiś nieczłowiekowaty ten człowiek’’. Nadzieja matką głupich. Głupi ma zawsze szczęście. Szczęśliwi czasu nie liczą. Li, czy no, że niech, by nie. Aurea mediocritas - bądź głupi i szczęśliwy.

Ktoś się rodzi, inny ktoś umiera. Każdy kij ma dwa końce. Są końce i są początki. Powitania i pożegnania.  Czasem słońce, czasem deszcz. A czasem nawet śnieg w kwietniu.

Bądź co bądź, ale w każdym bądź razie. Bo… być albo nie być. Lepiej być sobą. Zdejmij maskę. To nie theatrum mundi. Odrzuć troski. Od czasu do czasu nie licz czasu. Otwórz okno. Przyszedł maj. Nie widzisz? Wyłącz telewizor. 



wtorek, 21 kwietnia 2015

W rodzinie nic nie zginie


Dawno, dawno temu, żyła sobie szczęśliwa rodzina. Panowała w niej harmonia, spokój i miła atmosfera, a poszczególni jej członkowie wzajemnie się szanowali i bardzo kochali. Idealny scenariusz dalece odbiegający od realiów ówczesnej familii? Jak obecnie prezentują się relacje między rodzicami a ich dziećmi oraz w jaki sposób członkowie rodziny oddziałują wzajemnie na siebie? Czy możemy mówić o zaspokajaniu podstawowych potrzeb, jak bezpieczeństwo, miłość i prawidłowy rozwój?

Rodzina to najstarsza forma życia społecznego, która ukształtowała się w chwili, kiedy zaczęły tworzyć się pierwsze prymitywne plemiona. Jednakże wtedy nie miała ona podłoża prawnego, zaś sama w sobie stanowiła niewielką wspólnotę przypadkowych osób połączonych ze sobą na przykład poprzez odgórny interes, jakim była walka o przetrwanie i ziemię. Pojęcie to z biegiem lat ewoluowało. Obecnie definiuje się ją jako grupę, której członkowie połączeni są więzami małżeńskimi i rodzicielskimi, a jej zadaniem jest zapewnienie odpowiednich warunków do zaspokajania zarówno duchowych, jak i materialnych potrzeb.



Rodzina to pojęcie, z którym spotykamy się każdego dnia, o różnej jego porze i nie tylko w naszych mieszkaniach, gdzie sami jesteśmy jej członkami, ale także poza murami domowego ogniska. Rodzina stanowi niezwykle ważny element egzystencji. Od niej bowiem rozpoczyna się nasza przygoda z życiem, w niej dojrzewamy i nabywamy rozmaite cechy, które w dużej mierze oparte są na doświadczeniach i obserwacjach. O jej niebagatelnym znaczeniu i istotnej roli wspominają magazyny i czasopisma, telewizja, a także różnorakie portale internetowe. Już sam fakt mówienia o niej w licznych środkach masowego przekazu powinien utwierdzać nas w przekonaniu o jej ważności i uświadomić, że (czy tego chcemy, czy też nie) każdy z nas przynależy do jakiejś rodziny, z którą łączą go trwałe stosunki i więzy krwi.

Egzystencja to seria zależności i powiązań, które wzajemnie na siebie oddziałują. Można je porównać do układanki, w której każdy element pełni ważną rolę, a bez niego harmonia i ład zostają zakłócone. Podobnie dzieje się wewnątrz familii. Jeżeli opiekunowie nie potrafią sumiennie i w sposób rzetelny wypełniać swoich rodzicielskich obowiązków,  nie będą w stanie zaspokoić podstawowych potrzeb swojego potomstwa, co z kolei zaskutkuje niskim poziomem szczęścia u ich dzieci. Zauważmy więc, że jest to typowy ciąg przyczynowo-skutkowy: mamy tu do czynienia z pewną sytuacją oraz jej następstwem.

Szczęście wiąże się z poczuciem wewnętrznego zadowolenia, satysfakcji, sprostania trudnościom, spełnienia w określonej roli. Fundamentem budującym każdą rodzinę jest miłość partnerska między mężem a żoną. Owocem tego uczucia jest wydanie na świat potomstwa, czyli zaspokojenie emocjonalno-rodzicielskich potrzeb współmałżonków, z drugiej zaś strony dotyczy to ukontentowania w sferze seksualnej. W momencie dorastania i dojrzewania potomków niezwykle ważne jest zapewnienie im bezpieczeństwa, opieki, której potrzebują, optymalnych warunków rozwoju, edukacji, a także dawanie możliwości odkrywania swoich zainteresowań i poszerzania horyzontów. Jeżeli powyższe kryteria zostaną spełnione i zrealizowane w sposób powszechnie akceptowany przez społeczeństwo, możemy mówić o szczęśliwej rodzinie.


Szczęśliwe małżeństwo będzie wychowywać swoje potomstwo w atmosferze sprzyjającej pogłębianiu rodzinnych więzi i stosunków między poszczególnymi członkami familii. Może mieć ono swoje odzwierciedlenie we wspólnym spędzaniu czasu podczas posiłków, gier, zabaw, a także w rozwiązywaniu problemów. Przekazywaniu życiowych wartości sprzyja proces socjalizacji, który dotyczy przyswajania przez młodych wiedzy wyciągniętej z obserwowania i naśladowania wzorców postaw i zachowań rodziców, bohaterów książkowych, postaci z kreskówek. Nie da się jednak ukryć, że to opiekunowie mają największy wpływ na  to, co dzieje się w umysłach ich potomków, jakie wartości stawiają na najwyższej pozycji. Mimo to, że nie są w stanie całkowicie kontrolować tychże myśli, to mogą jednak sprawić, żeby były one poukładane, przyzwoite, zgodne z etyką i moralnością.

Dzieci nie wymagają od swoich rodziców wiele. Chcą jedynie czuć się obecni i ważni w ich życiu, a co za tym idzie, odczuwają potrzebę spędzania z nimi czasu, którego nierzadko brakuje. Wielokrotnie wspomina się o wzmożonej aktywności zawodowej kobiet, odchodzi się bowiem od tradycyjnego modelu gospodyni domowej, co z kolei przekłada się na wynajmowanie opiekunek dla swoich pociech czy zwiększonej ingerencji dziadków w wychowanie młodego pokolenia. Każdy dzień tygodnia ma swój utarty schemat, w którym nie ma miejsca na zabawę, czy chociażby wspólne zasiądnięcie przy stole, zaś weekendy to czas, kiedy odpracowuje się dodatkowe godziny. Rodzice rekompensują swoją niedyspozycyjność poprzez wysokie kieszonkowe, drogie prezenty, a każdy zarzut i niezadowolenie ze strony potomstwa odbierają jako niewdzięczność lub odpierają słowami: ,,Przecież trzeba was wyżywić, ubrać, opłacić edukację’’. Nie zdają sobie jednak sprawy, że problem braku czasu jest chyba jednym z największych, unieszczęśliwiających dzieci. 

Czy może być coś gorszego w posiadaniu rodziców niż brak ich zaangażowania w wychowanie? Pieniądze nie są w stanie zastąpić prawdziwego rodzicielstwa, miłości, ciepła i poczucia bezpieczeństwa, a jedynie wykreować w młodych przeświadczenie, że wszystko można za nie kupić oraz że stanowią źródło nieskończonych dóbr. Pieniądze nie przytulą, nie zaśpiewają kołysanki przed snem, nie przeczytają książki, za to usidlą i zniewolą. Mimo tej smutnej prawdy, nadal pełnią rolę fundamentu, na którym tworzy się relacje, buduje wzajemne stosunki. Nie twierdzę jednak, że można żyć godnie bez pieniędzy. Zaspokajają one nasze podstawowe potrzeby, abyśmy mogli poprawnie funkcjonować w społeczeństwie.


Umiejętność rozumowego podejścia do życia kwalifikuje nas jako homo-sapiens i tym samym odróżnia od zwierząt. Jako istoty człowiecze mamy prawo do błędów- to naturalnie ludzka cecha. Z wiekiem uczymy się ich nie popełniać, a doświadczenie pozwala nam eliminować własne wady oraz kształtować poglądy i wartości. Z własnych potknięć wyciągamy naukę, wnioski. Życie to ciągłe przyswajanie teorii, która przeplata się z praktyką. Naśladujemy pewne wzorce, do których staramy się upodobnić. Z reguły są to gwiazdy estrady, superbohaterowie lub starsze pokolenia. Jako rodzice chcemy, aby nasze dzieci były szczęśliwe w sposób, w jaki sami tego od nich oczekujemy. Sądzimy, że wiemy lepiej, co jest dla nich dobre. Z góry zakładamy, że będzie on/a szczęśliwy/a jako wysokiej rangi urzędnik, lekarz, prawnik, adwokat, podczas gdy marzeniem syna/córki jest bycie kucharzem, strażakiem, czy policjantem. Opisane przeze mnie zjawisko jest dość powszechne w rodzinach, w których opiekunowie wymagają od swoich podopiecznych, by ci spełniali ich marzenia, pragnienia, ambicje których oni sami nie mogli zrealizować w młodości z powodu trudnych sytuacji życiowych. Nie zastanawiają się jednak, że takim sposobem nie tylko zachowują się egoistycznie, ale także krzywdzą swoje dziecko.

O byciu szczęśliwą rodziną można by mówić bez końca. Na stan ten składa się mnóstwo czynników. Ja jednak przedstawiłam te najbardziej istotne według mnie, a mianowicie umiejętność rozumienia i zaspokajania potrzeb dziecka, budowanie wzajemnych relacji, wspólne spędzanie czasu oraz zdolność komunikowania się ze sobą. Oczywistym jest, że każdy z opisanych przeze mnie aspektów ciągnie za sobą kolejne elementy pewnej kompozycji. Dzięki temu całość tworzy ustalony schemat, stricte zwartą konstrukcję, która przetrwa wzloty i upadki pod warunkiem, że została zbudowana na twardym gruncie. Fundamentem zaś tej ,,budowli’’ jest umiejętność słuchania, empatii, obdarzanie się sympatią oraz okazywanie sobie uczuć w postaci miłych gestów, słów...




niedziela, 5 kwietnia 2015

Wielkanoc


Wraz z początkiem kwietniowych dni (jednak bez oczekiwanego ocieplenia), kiedy nasze mieszkania zostały uprzątnięte, świeże kwiaty umieszczone w wazonie, a zawartość koszyczka poświęcona w przededniu dzisiejszej uroczystości, zasiedliśmy wspólnie do wielkanocnego śniadania, by oto celebrować Zmartwychwstanie Pana Jezusa i podzielić się... jajkiem. Ja także pozwalam sobie na ten symboliczny gest, zwłaszcza, że nie jem jajek w ciągu roku.

Wielkanoc to nie tylko dzień wolny od pracy, możliwość odwiedzenia bliskich i zjedzenia wyrośniętej babki z lukrem. To, co miało miejsce dwa tysiące lat temu, jest nadal żywe. Oddanie życia z miłości za wszystkich ludzi na świecie można uznać za jedną z najpiękniejszych ofiar, do tego wymagającą niezwykłej odwagi. Po czterdziestodniowym poście, w którym każdy z nas (lub przynajmniej większość) starała się zachować wstrzemięźliwość, przybrać postawę zadumanego kontemplatora, przyszedł czas na wielką radość. Tą radością pragnę się z Wami podzielić.

Sfera internetowa to nie wymarzone miejsce do składania życzeń całej społeczności blogowej, nie jestem bowiem entuzjastką tej formy winszowania, opierającej się na zasadach kopiuj i wklej. Czynność ta ma dla mnie znacznie głębszy wymiar. Jednak w świecie, w którym wszystko zostało opanowane przez technologię, a wysyłanie niekreatywnych wierszyków jest na porządku dziennym, ja także zostałam wciągnięta w wir e-życzeń, ,,fejsbukowych’’ tablic i wiadomości e-mail.

Tak więc, moi Kochani, czego pragnę Wam życzyć? Aby okres tych, co prawda krótkich świąt, był dla Was okazją do odpoczynku, spędzenia czasu w gronie najbliżsazych Wam osób, rodziny i przyjaciół. Byście odłożyli na bok wszelkie troski i zmartwienia, zapomnieli o problemach i cieszyli się z przyjścia Pana. Głębokiej wiary, wielkiej nadziei i prawdziwej miłości. Rozsądnego planowania i realizowania swoich postanowień. A przede wszystkim, by wraz z nadchodzącą wiosną, w waszych sercach zagościła radość i zgoda. 



czwartek, 2 kwietnia 2015

Wiosno, czy to ty?


Rozpoczął się kwiecień. Czwarty z dwunastu, ale dla mnie jeden z moich ulubionych miesięcy, zaraz obok maja. Po tym, jak bardzo zawiodłam się nadejściem wiosny, która powitała nas ulewami i wichurami (a tak jest obecnie przynajmniej w mojej części kraju), dalej wierzę, że być może ów kwiecień pokaże się z nieco lepszej strony. Choć jak to się zwykło mówić kwiecień-plecień. A i śniegu trochę u mnie spadło. Czyżby zapowiadały się białe święta?

Nie mogę jednak narzekać. Odtąd teoretycznie pożegnaliśmy zimę (jak to wygląda w praktyce, odpowiedzcie sobie sami), a razem z nią puchowe kurtki, czapki i szaliki. Poranki jednak nadal bywają chłodne, a że zmarzluch ze mnie, jakich mało, nie rezygnuję z wszelkich ocieplaczy. Nawet jeśli odbywa się to kosztem porównania mnie do ludzika rodem z reklamy opon samochodowych Michelin. On z pewnością nie skarży się, że mu zimno. Uroczy jest, nie sądzicie?

Wraz z nadejściem budzącej się do życia pory roku rozpoczyna się okres porządkowania mieszkań, wymiany garderoby na wiosenną, pielenia i obsiewania ogródków. Akcję Wielkie Sprzątanie czas zacząć. Robienie porządków ma jednak nie tylko wymiar czysto fizyczny. Nie chodzi przecież o zwykłe ścieranie kurzu z półek, czy wyrywanie chwastów. Dla wielu z nas rytuał wiosennego sprzątania ma zasadniczo głębsze znaczenie. Sprzątamy, by przygotować się chociażby do świąt wielkanocnych. Chcemy wymieść z naszych mieszkań pozostałości smutnych zimowych dni, wewnętrznych rozdarć i depresji spowodowanej temperaturą poniżej zera. Pragniemy poczuć świeżość i ożywczość.

Za co kocham wiosnę? Za pąki kwiatów i świergocące za oknem ptaki. Myśl o tym, że dni stają się coraz dłuższe zdecydowanie poprawia mi humor. Mimo że pogoda nas nie rozpieszcza, a wręcz przeciwnie, to jednak każdy promień słońca maluje na mojej twarzy szczery i szeroki uśmiech. Nie, w tym roku nie mam zamiaru narzekać na to, że gorąco, że praży, że upał, że duszno. Rozpoczyna się ten okres, kiedy postanawiamy (który to już raz?) wdrożyć nasze plany w życie. Swoją drogą ciekawym jest fakt, jak często znajdujemy powód, by przygotować sobie listę must do, tylko po to aby urozmaicić sobie prozaiczność dnia codziennego, tak, by kolejny rozpoczynający się miesiąc stał się zaczątkiem czegoś nowego.

Wiosna to metafora odrodzenia. Tak jawi się w wielu kulturach. Nic dziwnego. Po zimie, która przede wszystkim kojarzy się z uśpieniem, być może i umieraniem, nastaje czas narodzin. Topnieje śnieg, a spod puchowej kołderki wyłaniają się krokusy i przebiśniegi. W tym roku odnoszę jednak wrażenie, że Wiosna spiskowała z Zimą i zrobiła nas w konia, bambuko, balona. Wystrychnęła na dudka. Możliwości, co nie miara. Wiosno, gdzie się skryłaś?


niedziela, 22 marca 2015

Dwudziestka


Dokładnie dwadzieścia lat temu o godzinie szesnastej pięćdziesiąt pięć na świat przyszła dziewczynka.  Była śliczna i urocza (ach, to samouwielbienie). Maleństwo miało być chłopcem, ale nikt nie przewidział, że już od urodzenia będzie robić swoim rodzicom takie psikusy. Przygotowany wcześniej pokoik na przyjście Michała musiał ustąpić miejsca… Michalinie.

Michalina - imię żeńskie pochodzenia hebrajskiego, żeński odpowiednik imienia Michał. Oznacza "któż [jest] jak Bóg". W średniowieczu notowano jako żeński odpowiednik Michała formę Michaelis, zdrobniale - Michałka.

Michasia lub Misia. Zwał jak zwał. Rosłam jak na drożdżach. Zadawałam dużo pytań, z początku tylko gaworząc, sygnalizując o swoich potrzebach. Byłam (i nadal jestem) ciekawa świata i tajemnic, jakie w sobie skrywa. Wszystkiego musiałam dotknąć, powąchać, spróbować. A kiedy poszłam do przedszkola, nie płakałam, jak inne dzieci. Siedziałam w kącie, bawiąc się pluszowym misiem. Lubiłam przebywać sama i obserwować otaczające mnie środowisko rówieśników.

Michalina ma doskonałą pamięć, jest średnio ciekawa. Gdy się do kogoś przywiązuje, to na długo, albo nawet na zawsze. Dlatego przejawia wiele ostrożności i rezerwy przy wyborze. Nieraz przez długie lata czeka na księcia z bajki. Nie wygłasza moralizatorskich mów, nie robi wyrzutów, jej zachowanie cechuje godność, wierność, poszanowanie przyjętych zobowiązań.

Szkoła od zawsze była dla mnie przedstawieniem. Spektakl, w którym trzeba dobrze wczuć się w swoją rolę – rolę klasowego kujona. Ale nie przeszkadzało mi to. Starałam się być wzorową uczennicą. Nawet jeśli miała na tym cierpieć towarzyska strona mojego życia. Do domu przynosiłam same piątki i pochwały. Moją pierwszą jedynkę z biologii (sprawdzian z mitozy i mejozy) przeżywałam przez cały tydzień, płacząc jakby umarło ukochane zwierzątko. Ocenę jednak poprawiłam, więc do apokalipsy nie doszło. Proroctwa się nie ziściły.

Ciężko przeżywa zdradę lub porzucenie, gdyż jest wrażliwa na porażki. Jest pełna rezerwy, co nie wyklucza porywów zmysłów. Trzeba dobrze ją poznać, by jej nie zranić, czy nie dotknąć. Prezentuje dość nietypowy zestaw cech, co powoduje, że jest prawdziwą zagadką dla swojego otoczenia, którą można rozgryzać nieraz nawet przez całe życie, a i tak nie zgłębi się do końca jej złożonej osobowości. Nie lubi wyjaśniać zawiłości swojego charakteru, pragnie by książę z bajki zrozumiał ją w pół słowa... Powinna uświadomić sobie własną wartość.

Dla wielu bywam zagadką. Skryty charakter powoduje, że niełatwo rozgryźć drzemiące we mnie emocje (a nieliczni próbowali). Wieloletnia praca nad samą sobą spowodowała, że z łatwością przywdziewam maskę, robiąc dobra minę, do złej gry. Dopiero w samotności uzewnętrzniam to, co w sobie noszę, krzycząc w przyciśniętą do twarzy poduszkę. Ale przecież oficjalnie nikt o tym nie wie. Michaliny mają to do siebie, że są nieśmiałe, ciche i zamknięte. Z dystansem podchodzą do ludzi. Ale kiedy już komuś zaufają, z reguły ten ,,ktoś'' staje się ich przyjacielem na dobre i na złe.

Dziś skończyłam dwadzieścia lat. Czy to dużo? Niektórzy powiedzą już, inni że dopiero. A ja? Nie wiem, pod którym stanowiskiem się podpisuję. Dwudziesty post na dwudzieste urodziny. Zbieg okoliczności? To nie było przemyślane, ale nie wierzę w przypadki. Nie chcę smucić się faktem, że teoretycznie dobiegła końca moja nastoletniość, bo w praktyce mam zamiar być nastolatką jeszcze długi czas.




wtorek, 3 marca 2015

Sensacja w promocji


Poszukiwanie tematu dyskusji stanowi nie lada wyzwanie, nawet dla mnie - studentki dziennikarstwa. Zwłaszcza, kiedy z każdego zakamarka wyłaniają się brudy, które aż proszą się, by je odrobinę nagłośnić, wyciągnąć na światło dzienne. Jako, że entuzjastką bałaganu nie jestem, postanowiłam odrobinę posprzątać.

Czy można pisać o niczym? Czy ,,można’’, a raczej czy ,,należy’’ pisać o niczym? Pytanie, czy znajdą się chętni, którzy to kupią. W dobie powszechnego korzystania z Internetu i innych środków masowego przekazu, do cna przesyconych złem pod każdą jego postacią, rzekłabym, zabieg ten jest niemożliwy. Nie oznacza to jednak, że niewykonalny. Realny, ale abstrakcyjny. Nie do pomyślenia dla zapalonych dziennikarzy i pracowników medialnego rynku. Zadajmy sobie to pytanie jeszcze raz, mając na uwadze powyższe wytyczne, stanowiące dekalog ówczesnego reportera: Czy warto pisać o niczym?

Tekst ma się sprzedać. To główna i fundamentalna zasada w poradniku małego żurnalisty. Nieważne, czy piszesz o podwyżkach cen paliw, czy o kolejnej reformie szkolnictwa – zrób to w taki sposób, by ludzie to kupili. Jednak w czasie, gdy tylko dramaturgia jest opłacalna, uśmiercanie rentowne, a krew dochodowa, trzeba się nieźle napocić, by zrealizować wyżej wymienione standardy. Jesteśmy wymagającymi klientami, zaś dziennikarze starają się sprostać naszym wymaganiom. Sensacyjność, świeżość, wulgarność, bezwstydność, soczystość, niewybredność. Wbrew ogólnemu zniecierpieniu rybich ości, które odbierają przyjemność delektowania się smakiem tej potrawy, te ,,–ości’’ lubimy najbardziej.



Chodzi przede wszystkim o pisanie. Sztuką jest pokazywanie zwyczajności w swej nadzwyczajności. Bo zwyczajność jest łatwa, zrozumiała dla wszystkich, a nadzwyczajność dodaje jej charakteru,  smaku. Czym byłby dziennik, bez krzyczącego nagłówka? Gazeta nie zajmuje się już handlowaniem banalną i małostkową codziennością. Uciekamy od powszedniości i monotonii, bo jest najprościej mówiąc – nudna. ,,Zabiła męża łopatą’’, ,,Zgwałcił i poćwiartował ciało’’, do tego dodajmy jeszcze wielkie zdjęcie na pierwszej stronie i voilà – popyt automatycznie wzrasta.

Sensacja sprzedaje się, jak świeże i ciepłe bułeczki w pobliskiej piekarni z samego rana. A my lubimy zjeść sobie na śniadanie chrupiącą z zewnątrz i miękką w środku grahamkę. Podobnie rzecz ma się w przypadku nowinek – z jednej strony mają być uderzające, brutalne i bezwzględne, z drugiej zaś wywoływać w nas odrobinę (byle nie za dużo) współczucia i litości. Karmimy się aferami, skandalami.  Poprawiamy sobie humor czyimś nieszczęściem, tylko po to, by w efekcie stwierdzić, że nasze życie jednak nie jest takie złe, jak nam się wydaje. 



sobota, 14 lutego 2015

Ewentualnie i tak


"Wśród morza ewentualności: tego, co potrzebne, mniej potrzebne i zbyteczne, tego, co przyjemne, a pożyteczne, tego, co szkodliwe, bardziej szkodliwe, a smakowite, tego, co opłacalne, bardziej opłacalne, a krzywdzące drugiego człowieka, tego, co prawdziwe, mniej prawdziwe, kłamliwe, ale dające korzyści. Nie zgubić się w tym gąszczu ani nie rozstrzygać fałszywie. Nie zgubić się ani na chwilę, ani na miesiąc, ani na całe życie. Umieć wrócić, gdy się pobłądzi. Umieć odkryć błąd, przyznać się do tego, że się było nieuczciwym, brutalnym, egoistycznym, że się skrzywdziło drugiego człowieka. Potrzeba drugiego człowieka , który pomoże, ostrzeże, upomni w imię dobra, życzliwości. Potrzeba drugiego człowieka, który uratuje od rozpaczy. Potrzeba człowieka wiernego, który nie zdradzi nie odejdzie, nie opuści, nie zdarzy się czas próby, niepowodzeń, klęsk, katastrof życiowych, gdy wszyscy się odsuną, potępią, zapomną, który pocieszy, podeprze, poda rękę, pozwoli uwierzyć siebie, przyniesie nadzieję i radość. Bo miłość to bycie do dyspozycji, to gotowość do tego, by usłużyć, pomóc, przydać się, zaopiekować się. To chęć, by być potrzebnym. Czas jest zawsze tym egzaminatorem, przed którym nie ostanie się żadna złuda, zaślepienie". 

Mieczysław Maliński


Wszystkim moim Czytelnikom życzę miłego świętowania z ukochaną osobą
kolejnej rocznicy powstania Armii Krajowej (14 luty 1942r.)


niedziela, 25 stycznia 2015

Zatrzymajmy czas


Czy w swoim zabieganym i szybkim życiu, zatrzymaliście się kiedyś na moment, by wziąć głęboki oddech? Nie, nie mówię o tym rodzaju oddechu, który łapiemy z potrzeby uzupełnienia tlenu w płucach a pozbycia się z nich dwutlenku węgla. Biolog ze mnie żaden, jednak oczywistym jest dla mnie fakt, że oddychamy przez cały czas. Ale nikt z nas przecież nie spaceruje po deptaku, powtarzając sobie w myślach: wdech, wydech. Chyba, że mijane przeze mnie na chodniku osoby ze słuchawkami w uszach tylko pozorują słuchanie muzyki.  

W moim wydaniu oddychanie to metafora. Z jednej strony oddychamy, by żyć. Nie muszę się nad tym zatrzymywać, ani poddawać tego w wątpliwość. Tak zostaliśmy skonstruowani, a wchodzenie w dyskusję z Matką Naturą wydaje się być zbędne. Chociaż z chęcią wynegocjowałabym możliwość wytrzymania pod wodą dłużej niż pół minuty. No, ale nie o moich syrenich upodobaniach zamierzam dziś mówić. Wracając do tematu. Oddychamy, by żyć. Oddychanie; proces życiowy, bla, bla, bla… Tak, tą kwestię mamy załatwioną. A co z ,,żyjemy, by oddychać’’? Na tym chciałabym się dziś skoncentrować.

W swoim zabieganym życiu… chwilka, czy nie tak zaczynałam pierwszy akapit? No tak, powtarzam się. Moja naturalna cecha. Egzystencja idzie w parze z Czasem. Pomyślmy sobie, że Czas jest Mężem, a Egzystencja Żoną. Żona zawsze podporządkowuje się Mężowi? Czas ucieka niesłychanie szybko. Egzystencja chciałaby być wieczna. Jednak funkcjonując razem, Egzystencja stała się zależna od Czasu. Nic więc dziwnego, że jako ich kontrpartnerzy staramy się im przeciwstawić. Ścigamy się z Czasem. Medycyna zaś próbuje zwyciężyć z Egzystencją.



Żyjemy, by oddychać? Może innym razem. W naszej życiowej wędrówce, a raczej maratonie, nieustannie gonimy za tym, co powszechnie nazywa się dobrami materialnymi. Mają nam one zapewnić dostatni byt. Satysfakcja gwarantowana – brzmi jak slogan kiepskiej reklamy marketingowej – albo zwrot Czasu i Egzystencji? Bzdura. Nikt nie przywróci nam lat, które przeznaczyliśmy na rozwijanie Kariery, poświęcając nasze Zdrowie. 

Nie cofniemy się do chwil, kiedy nie musieliśmy zastanawiać się, czy starczy Pieniędzy do następnej wypłaty, a radość sprawiała nam kontemplacja Przyrody. W dążności do stabilizacji zapominamy, by zatrzymać się na moment. By wziąć głęboki oddech w płuca i rozejrzeć się dookoła. Wbrew wszystkiemu oraz wszystkim postanowiłam powiedzieć ,,stop''. Co z tego, że robię korek i tamuję przepływ szarej masy, zaburzając tym samym harmonię i ład tego [na pozór] uporządkowanego świata? Podjęłam decyzję. Uciekam od zgiełku. I wiecie, nie żałuję. Tlen jest cudowny. Więc Człowieku — zwolnij. 




sobota, 17 stycznia 2015

Katalog twarzy


O tym, jak bardzo mylne jest pierwsze wrażenie zapewne mówić nie muszę. Wie to każdy. No, prawie każdy. A prawie robi wielką różnicę  (spot reklamowy Żywca). Jednak mimo posiadania świadomości o błędności tej oceny i tak kategoryzujemy ludzi pod względem tego, jakie wywrą na nas odczucia. 

Duże znaczenie odgrywają tutaj społecznie uzgodnione stereotypy. I tak na przykład blondynka na zawsze pozostanie ,,blondynką’’, zaś łysy dresiarz – standardowo –niebezpiecznym rozbójnikiem. Nikogo nie obchodzi, że być może owa blond włosa dziewczyna jest finalistką konkursu wiedzy w określonej dziedzinie, a dres – ciągle to powtarzam – stanowi wygodę dnia codziennego. 

Nie oceniaj książki po okładce lub w wersji dla łasuchów – czekoladek po opakowaniu.  Lubimy sobie jednak upraszczać życie maksymalnie, jak tylko to możliwe. Interpretujemy powierzchownie, na pierwszy rzut oka, nie zastanawiając się, że pod przykrywką koloru włosów (lub też ich braku) może kryć się wspaniała osoba o wyjątkowym charakterze i nietuzinkowym usposobieniu. Właśnie dlatego posługujemy się stereotypami. Na tym polega nasz błąd. Usprawiedliwiamy się jednak faktem, że przecież jesteśmy jedynie ludźmi, a ludzie popełniają błędy. Szkoda tylko, że w kółko te same.



Nasza pobieżna ocena na temat konkretnych twarzy z życiowego katalogu często wynika z przeżytych przez nas zdarzeń, czy doświadczeń, jakich nabyliśmy w określonych okolicznościach w zetknięciu z określoną jednostką.Zostaliśmy niegrzecznie potraktowani przez pracownicę banku? Odtąd każda inna osoba pracująca w tej instytucji będzie miała doczepioną wizytówkę nieprzyjemnej urzędniczki. Czy przeciętna babcia musi być zrzędliwą staruszką w moherowym berecie? Czy każdy chłopak noszący rurki ma problemy ze swoją orientacją? Zadaję sobie te pytania, spacerując po mieście w dominującej czerni mojego odzienia. Wbrew pozorom to, że lubię ten kolor wcale nie oznacza, że jestem entuzjastką ciężkiego, metalowego brzmienia. Nie jestem też ateistką ani tym bardziej satanistką.

Fascynują mnie ludzie. Fascynują mnie książki. Dokładnie przyglądam się mijanym przeze mnie na chodniku osobom. Dokładnie przyglądam się zatytułowanym grzbietom książek ułożonych na półkach. Człowiek to pasjonująca historia oprawiona w piękną okładkę. Każda jest inna. Inna w rozumieniu wyjątkowa. Zapowiada odmienną treść. I tylko od nas samych zależy, czy chcemy się zagłębić w jej lekturę.




Obserwatorzy

Szablon stworzony przez Blokotka. Nagłówek i design zaprojektowała Michalina Korzeniowska. Wszelkie prawa zastrzeżone.