poniedziałek, 29 grudnia 2014

Odliczanie


Święta, święta i po świętach. Minęły tak szybko, jak się pojawiły. I na co komu było (od)stawianie tej całej bożonarodzeniowej szopki już kilka tygodni wcześniej? Samo przygotowanie do nich ciągnęło się od listopada, podczas gdy siedzenie z rodziną przy wigilijnym stole trwało dwie, góra trzy godziny, w zależności od tego, jak długo guzik od spodni pozostawał zapięty, a oddech swobodny. Po świętach zostało ciepłe wspomnienie… i parę dodatkowych kilogramów uwidaczniających się w nieco przyciasnych spodniach. Ale tłumaczmy sobie wszyscy, że wciągnęły się po praniu. Taki to teraz ten materiał ciągliwy robią. W okolicznościach jak ta, najlepszą alternatywą jest wciśnięcie się w wygodny dres. Niezastąpiony w sytuacji kryzysowej – gorąco polecam – Michalina K.

Przedświąteczny zakaz ,,Nie jedz, to na wigilię’’ zmienia się w nakaz ,,Jedz, bo się zmarnuje’’ [każdy pewnie widział tego (de)motywatora]. Zaś na jedzenie patrzeć już nie można. Karp, tak jak zwinnie wpłynął, tak równie sprawnie wypłynął. Pomogły mu w tym krople żołądkowe i spora dawka błonnika. A uszka… wychodzą uszami. Teraz pozostało odliczać do tej nieco bardziej szalonej wigilii… sylwestrowej nocy. Wyszukiwarka Google po świątecznej rozpuście znowu przeciążona. Najczęściej wyszukiwane hasła: Jak schudnąć w trzy dni? Czyli pytania z cyklu ,,sylwestrowa dieta cud - efekt jojo gwarantowany’’.

Przejdę na zdrowy styl życia. Zacznę chodzić na siłownię. Rzucę palenie. Ustabilizuję się. Będę się więcej uczyć. Wy też to znacie? Postanowienia noworoczne, które, już nie takie nowe, stają się coroczne. Co rok, w nowy rok, stare postanowienia, niespełnione w starym roku. Za rok pewnie to samo. Mamy taką dziwną przypadłość odkładania tego, co moglibyśmy zacząć już od dzisiaj, na jutro, na nowy miesiąc, na nowy rok. Wielkie wydarzenie. Przymiotnik ,,nowy’’ – istniejący od niedawna; taki, który pojawił się na miejscu poprzedniego. Mianownik nowy; dopełniacz: nowego; biernik: nowemu; wołacz: szczęśliwego nowego roku! Teoretycznie dla wielu zaczyna się kolejny rozdział w życiu, praktycznie zaś czwórka zamienia się na piątkę, a jakiś gościu obchodzi tego dnia imieniny. Sylwester, imię męskie (nie wpadłabym na to) pochodzenia łacińskiego. Wywodzi się od  przydomka silvestris oznaczającego ,,człowiek żyjący w lesie’’, ,,dziki’’. Można by doszukać się wielu analogii w tej hucznej i suto zakrapianej balandze. Tego szczególnego dnia większość powinna się tak nazywać. Standardowo witam nowy rok w swoim domu. Mam nadzieję, że żaden Sylwester nie będzie miał mi za złe, że nie wzniosę kieliszka za jego zdrowie. Zaś Wam wszystkim życzę żebyście nie zmieniali swoich imion na tę jedną noc w roku.



poniedziałek, 15 grudnia 2014

Ach, ta Wigilia


Wielkimi krokami zbliżają się oczekiwane przez wszystkich święta Bożego Narodzenia. Mimo, że do wigilii tej wielkiej nocy zostało jeszcze trochę czasu, to jednak już od połowy listopada, wraz z dniem, kiedy wypaliły się ostatnie znicze na grobach naszych bliskich, światowy rynek znalazł sobie kolejny sposób, by przyciągnąć uwagę potencjalnej klienteli. Co roku ten sam schemat. Znicze i wieńce zniknęły z półek, a ich miejsce zajęły świąteczne dekoracje, kolorowe bibeloty i inne ozdoby wskazujące na nadchodzący 24 grudnia.

Wszyscy (lub znacząca większość) kochamy chwile radosnego wyczekiwania. Pytanie tylko, co stanowi meritum naszego oczekiwania? Pan Jezus narodzony w żłobie, czy wielkie promocje na sklepowy asortyment, dwa w cenie jednego i tym podobne? Nie da się ukryć, że wraz z biegiem lat, bardzo widoczna stała się metamorfoza oblicza Kościoła i idącej z nim w parze tradycji. Patrząc z punktu widzenia ówczesnego postępu w medycynie, rodzenie dziecka w stodole na sianie, nie spełnia jakichkolwiek wymogów i kryteriów humanitaryzmu. Dziś uznałoby się to za przejaw patologii, a Maryja straciłaby prawo do sprawowania matczynej opieki. To, co niegdyś uchodziło za faktyczną istotę świętowania, dziś jest tylko pretekstem, by otrzymać wolne od pracy, szkoły bez względu na to, czy jest się wierzącym, czy też nie.

Przedświąteczny czas to okres, kiedy markety nie przebierają w środkach, by nieco uszczuplić nasze portfele. Wszystko w zgodzie z panującą obecnie modą na odchudzanie – nawet w przypadku portmonetek. Szaleństwo zakupów, nie zaprzeczajmy, dopada każdego. W jednej chwili bez względu na to, czy jesteś biedny, bogaty, gruby, czy chudy, stajesz się składnikiem masowego ciasta ulepionego naporem mediów i reklam. Czy można się jakoś uchronić przed wariactwem okolicznościowej rozrzutności? Jakichkolwiek taktyk byśmy się nie chwycili, czegokolwiek byśmy nie próbowali uczynić, sprzedawcy i tak znajdą sposób, by stłamsić nasze starania. Są wykwalifikowani w dziedzinie manipulacji i technik perswazji. Chcesz, czy nie, i tak kupisz nowy obrus. Nie obchodzi Cię, że w domu masz dziesięć innych. Ten przecież jest o połowę tańszy… szkoda tylko, że od ceny, która nigdy go nie dotyczyła. Albo taka wiertarka. Mimo że niedawno posiadłeś już nową, to jednak nie przepuścisz okazji zrobienia sobie prezentu. Zwłaszcza, kiedy do zakupu dorzucają Ci gratis w postaci zestawu narzędzi.  Wzrasta popyt na mandarynki. Co z tego, że możesz jeść je przez cały rok? W święta smakują inaczej. Nie bez powodu mówi się, że zima to pora roku pachnąca pomarańczami i mandarynkami. Czepiam się mandarynek. Chociaż w gruncie rzeczy uwielbiam je. Za co? Za ich niskokaloryczność przy wysokiej zawartości witaminy C. Podążam więc za tłumem rozszalałych kobiet i wywalczam cały worek. Tak, była promocja.



Pamiętam swoje ogromne rozczarowanie, kiedy dowiedziałam się, że święty Mikołaj nie istnieje. Wielkie łzy lały się po moich policzkach, ponieważ ktoś zburzył ład i porządek mojego małego świata. Czy teraz jakikolwiek malec poczułoby zawód na wieść, że Gwiazdor to bujda? Dekadę temu czuło się ogromny respekt do grubego dziadka z brodą i jego rózgi. Na dźwięk dzwonków za drzwiami i donośnego ,,ho ho ho’’ niesforne urwisy chowały się pod stół, a żeby dostać upominek musiały odmówić modlitwę. Teraz taki dzieciak weźmie w dłonie najnowszego ,,ajpada’’, ,,ajfona’’ i nikt nie każe mu recytować zdrowaśki.

Przedszkolaki poproszone o zaśpiewanie kolędy, chórem odfałszują Last Christmas, nie zdając sobie tak naprawdę sprawy, komu w zeszłe święta George Michael oddał serce. Wisienkę na corocznym gwiazdkowym torciku stanowi niezastąpione od lat… nie, nie chodzenie na pasterkę, a wspólne spędzanie czasu przed magicznym, gadającym pudłem, dziś zwanym telewizorem. Niektórzy dalej wierzą, że Marv i Harry w końcu przechytrzą Kevina i uda im się ograbić rezydencję McCallister’ów. Gdyby w tę cudowną wigilijną noc zwierzęta mogły mówić ludzkim głosem, z pewnością powiedziałyby, jak bardzo nienawidzą tych świąt.


sobota, 15 listopada 2014

Jesienna rutyna


Nie da się ukryć, że wraz z rozpoczęciem października, moje dotychczasowe beztroskie życie zostało zastąpione studencką rzeczywistością. Wakacje są już wyłącznie odległym wspomnieniem, zupełnie jakby miały miejsce w innej epoce. Przeprowadzka do innego miasta, nowa szkoła, nowi ludzie. Etap aklimatyzacji uważam za zaliczony z pozytywną oceną. Ale to dopiero pierwsza runda.

Blog jako element internetowego skarbca jest formą oderwania od tego, co obecnie określamy mianem codzienności. Żaden z nas nie jest przymuszony do pisania. Podejmujemy się tego dobrowolnie, ponieważ jest to coś, co sprawia nam przyjemność. Pisanie rozwija i kształtuje warsztat słowotwórczy, jednocześnie wzbogacając nasz język. Z drugiej strony pozwala nam podzielić się sądami w danej kwestii z innymi czytelnikami, a przecież zakres tematów jest szeroki i nieograniczony. Nikt nie narzuca nam, o czym powinniśmy pisać oraz jakie zagadnienia oznaczyć zakładką: Pozostawić w świętym spokoju,

Od października jestem studentką dziennikarstwa. Czy podjęłam dobrą decyzję? Myślę, że na odpowiedź na to pytanie jest jeszcze trochę za wcześnie. Moja długa nieobecność tutaj, ale także fakt wyboru takiego, a nie innego kierunku studiów stały się powodem, dla którego postanowiłam ,,wrócić’’? Nie, to nieodpowiednie słowo, przecież nigdzie nie odeszłam. W takim razie, dlaczego ostatni post figuruje pod sierpniową datą? Jak wyżej wspomniałam – rozpoczął się dla mnie nowy etap w życiu. Ten, kto powiedział, że studia to wieczne wakacje, chyba nigdy nie studiował. A może to ja jestem przewrażliwiona? W końcu wyrabianie ponad przeciętną normę to dla mnie chleb powszedni od czasów gimnazjum. Zaprzyjaźniłam się także z sylabusem.


Chyba nigdy nie cieszyłam się tak bardzo na myśl, że swoje wolne pięć minut poświęcić na przeczytanie czegoś, co nie wchodzi w zakres obowiązującej mnie literatury. Stąd też nie powinno nikogo dziwić, że każdą taką chwilę chcę poświęcić na coś niezobowiązującego. Po prostu wziąć głęboki oddech (a to umożliwia mi idealnie wpasowujący się w sytuację dres), wskoczyć pod koc i zająć się nicnierobieniem, co zresztą wychodzi mi najlepiej.

Nie zamierzam przestać pisać. Na ten czas nie umiem jednak określić, z jaką częstotliwością będą ukazywały się wpisy. To zależy od wielu czynników. Póki jednak mam wenę, wokoło tyle inspiracji, a choroba Parkinsona na razie mi nie zagraża, chcę to jak najpełniej wykorzystać. Mam teraz sporo do nadrobienia. Wasze blogi same się nie przeczytają, a mi chyba brakuje dobrej lektury na weekendowe wieczory. 



czwartek, 7 sierpnia 2014

Wakacyjna absencja


Sierpień już prawie w połowie. Wakacje w pełni, a moje lenistwo i zamiłowanie do spędzania tych letnich popołudni w łóżku, przy dobrej książce, muzyce i mobilnym komunikatorze, nie opuszczają mnie na krok. Ale czego można się spodziewać, skoro to zarazem pierwsze, jak i ostatnie najdłuższe wakacje w moim życiu? Dla wielu rówieśników jest to czas szukania wakacyjnej pracy, stawiania pierwszych kroków w wielkim świecie, rozglądania się za mieszkaniem na studia, a dla mnie... cóż, żyję w zupełnie innej czasoprzestrzeni, oderwana od rzeczywistości.

Moja absencja jest więc jak najbardziej uzasadniona i to nie tylko faktem opieszałości i całkowitego nieróbstwa, ale także z powodu chwytania się wszelkich możliwych sposobów, by uczynić te wakacje najbardziej zapamiętanymi przeze mnie. W końcu być może to ostatni raz, kiedy mogę szaleć niczym dziecko, nie obawiając się krzywych i niewymownych spojrzeń ze strony dorosłych. Czy to nie jest dobre uzasadnienie? Od października wszystko ulegnie zmianie. 

Chciałabym wrócić do omawiania bardziej ambitnych zagadnień, prowadzić z Wami dyskusję na trudne tematy, podobne do tych, które pojawiały się tutaj do tej pory, ale na ten czas jedyną poruszaną przeze mnie problematyką jest dylemat, czy mam ochotę na tosty czy naleśniki z bananami. Daruję więc sobie próbę podejmowania dyskursów wysokich lotów, bo moje jedyne loty w tej chwili dotyczą relacji kuchnia-pokój. 

To nie tak, że zupełnie nie myślę o bliskiej przyszłości i zmianie swojej postawy na bardziej produktywną. Jak każdy, mam swoje pięć minut, kiedy na moment staję się wielkim filozofem i prorokiem własnego jutra. Ale te myśli szybko odchodzą, kiedy piękna pogoda za oknem skłania do wzięcia roweru i ruszenia przed siebie, by spędzić samotne chwile z dala od wszystkiego, co przytłacza.

Mam nadzieję, że Wasze wakacje są równie wspaniałe jak moje. Pamiętajcie, życie ma się tylko jedno, a my nie jesteśmy zaprogramowani by funkcjonować niczym urządzenia. Wbrew wszelkim pozorom skłaniającym do stwierdzenia, że człowiek musi na siebie pracować, mamy jednak całkiem ludzkie cechy i potrzeby, jak odpoczynek, czy relaks.


niedziela, 6 lipca 2014

Wystawa masek


Z ogromną łatwością przychodzi nam udawanie kogoś, kim tak naprawdę nie jesteśmy. Przywdziewamy rozmaite maski, na różne okazje, wśród różnych ludzi, tak by dopasować się do ich osobistych oczekiwań względem naszej osoby. Chęć robienia wrażenia, wzbudzania szacunku, pokazania siebie od strony, z której chciano by nas widzieć powoduje, że wewnętrznie tracimy własne unikatowe ,,ja’’. Zatracamy świadomość wyjątkowości na rzecz aprobaty tłumu.

Co powoduje, że czasami boimy się pozostać sobą, pokazać swoje prawdziwe oblicze? Człowiek w swojej naturze obawia się samotności, wykluczenia ze społeczeństwa, inności. Ten strach przed odrzuceniem, brakiem akceptacji sprawia, że dla własnego bezpieczeństwa lepiej wtopić się w ocean szarej masy wyrażając takie same poglądy, aniżeli otwarcie i głośno postawić na swoim indywidualnym przekonaniu. Swoje prawdziwe oblicze ujawniamy dopiero, gdy jesteśmy pewni, że nikt nas nie obserwuje, nie będzie oceniał.

Chęć zaimponowania komuś często wymaga od nas robienia rzeczy, które sprzeciwiają się naszej moralności. Chcesz być fajny? Weź bucha. Ponoć człowiek jest wolny w swojej egzystencji, jednak, czy udawanie nie jest tym, co go zniewala? Pozwalamy, by oddziaływała na nas presja otoczenia, pragniemy przynależeć do grupy, być na równi z rówieśnikami, zdobywać uznanie pracodawcy, partnera… Dla zaszczytów, czy pochwał, jesteśmy gotowi podjąć się najrozmaitszych działań, żyć wbrew samemu sobie.

Patrzysz w lustro. Kogo chciałbyś w nim widzieć? Istotę wyjątkową, posiadającą własną hierarchię wartości, czy jednostkę ukształtowaną przez nacisk masy, pozbawioną wszelkiej indywidualności? Z takim pytaniem odsyłam was do rachunku sumienia. Ktoś mądry powiedział kiedyś, że kimkolwiek jesteśmy, powinniśmy być sobą. To chyba nie jest trudne, prawda?


poniedziałek, 16 czerwca 2014

Jestem przyjacielem


W życiu każdego z nas jest pewnie miejsce dla osoby, z którą moglibyśmy konie kraść, iść na koniec świata, a nawet skoczyć w przepaść. Tylko takiej osobie zwierzamy się z naszych rozterek, problemów, dylematów, szukamy u niej pocieszenia, wsparcia, może wskazówki, czy pomocy. Tylko ta osoba wyciągnie do nas pomocną dłoń, kiedy zaczniemy staczać się na dno. Tylko ona uderzy nas porządnie w twarz, by przypomnieć nam, kim jesteśmy, gdy podejmujemy nierozsądne decyzje. Ale co ważniejsze, będzie z nami na dobre i na złe. Tak, to przyjaciel.

Przyjaźń to chyba jedna z najpiękniejszych (poza miłością) rzeczy, jaka może przytrafić się w życiu. Dlaczego potrzebujemy przyjaciół? Człowiek jest skonstruowany w taki przedziwny sposób, że w swoim bytowaniu niezbędny jest mu kontakt z innymi ludźmi, tęskni za bliską relacją, nie chce być zdany wyłącznie na siebie, ale czuć, że jest dla kogoś równie ważny. Pragnie także mieć świadomość, że ma przy sobie kogoś, na kogo może liczyć w trudnej sytuacji, kto będzie z nim rozmawiał, ale także milczał, gdy zajdzie taka potrzeba.

Czasami mija bardzo dużo czasu, zanim trafimy na kogoś, kto zaakceptuje nas takimi, jakimi jesteśmy, nie będzie wyłącznie towarzyszem od imprez i zabaw, a gdy schlejemy się do nieprzytomności i zwymiotujemy na własne ubranie, umyje nas i przenocuje, kryjąc przed stroskanymi rodzicami, że to wyłącznie zmęczenie. Kiedy już jednak znajdziemy taką osobę, możemy otwarcie przyznać, że jesteśmy szczęściarzami.


Każda przyjaźń opiera się na wzajemnym zaangażowaniu, dojrzałości, pielęgnowaniu i ogromnym poświęceniu. Jednak ta bardziej skomplikowana i zawikłana, o której chcę mówić dotyczy relacji między przedstawicielami obu płci. Bo co zrobić, kiedy kuksańce w bok i łaskotki zaczynają przybierać formę zalotów? Gdy na myśl o spacerze zaczynamy odczuwać motyle w brzuchu, by nie rzec, wściekłe pszczoły, a na widok tej osoby serduszko zaczyna nam bić szybciej? Nie mamy na to wpływu.

W dzisiejszych czasach wiele osób nie wierzy w ideę istnienia przyjaźni damsko-męskiej. Na jej temat powstały różne teorie. Według Helen Fisher, badaczki ludzkich zachowań, kobieta szuka sobie przyjaciela, który stanie się dla niej wsparciem, w momencie, gdy nie będzie mogła liczyć na swojego życiowego partnera. Dla innych przyjaźń damsko-męska kończy się wraz z chwilą, gdy jedna ze stron zaczyna odczuwać coś więcej. Pogląd o tym, że miłość zabija przyjaźń staje się coraz bardziej rozpowszechniony. Dwa słowa, dziewięć liter o tak wielkiej mocy. Boimy się zranić, sami zaś nie chcemy czuć się skrzywdzeni przez drugą osobę.

Czasami oszukujemy samych siebie, nazywając kogoś przyjacielem, w momencie, gdy darzymy go sympatią. Budujemy wokół siebie  mur nie dopuszczając świadomości, że z tej przyjaźni może zrodzić się coś więcej. Oscar Wilde stwierdził: ,,Między mężczyzną a kobietą przyjaźń nie jest możliwa. Namiętność, wrogość, uwielbienie, miłość- tak, lecz nie przyjaźń’’. Na własnym przykładzie mogę potwierdzić prawdziwość tych słów, ponieważ wiele z moich dotychczasowych znajomości zostało zerwanych właśnie z tej przyczyny.

Mimo iż osobiście nie wierzę w istnienie przyjaźni damsko-męskiej i unikam wchodzenia w taką relację jak ognia (z racji na posiadane przeze mnie doświadczenie), to jednak uważam, że na fundamencie wieloletniej przyjaźni może powstać najpiękniejszy i najbardziej trwały związek opierający się na głębokiej i szczerej miłości (pod warunkiem, że obie strony czują do siebie to samo). Jeśli zaś w takim związku umiemy pozostać dla siebie przyjaciółmi, to chyba najlepszy prezent, jaki możemy dostać od losu.


wtorek, 10 czerwca 2014

Stacja Warszawa


Mam dziewiętnaście lat. Czy to dużo? Niektórzy rzekliby, że połowa życia za mną. W świecie nałogów, depresji i zwiększającej się liczby samobójstw mogłabym przyznać im rację. Mogłabym, ale tak nie zrobię. Za to zrobię im na złość mówiąc, że mam zamiar dożyć chwili, kiedy będę oddychać wyłącznie przy pomocy aparatury. A do tego czasu…

Mam dziewiętnaście lat. I mnóstwo planów do zrealizowania. Nie zjeździłam świata wzdłuż i wszerz. Moja zmarła już prababcia (świeć Panie nad jej duszą) zwykła mawiać: ,,Nigdy nie opuszczaj granic swojego kraju, dopóki nie poznasz wszystkich jego zakamarków’’. Jednak w kraju, w którym język angielski staje się częścią młodzieżowego slangu, mogłabym rzec ,,who cares?’’. Widziałam panoramę Pragi nocą, gmach parlamentu w Berlinie i (aż wstyd się przyznać) dzielnicę Czerwonych Świateł w Amsterdamie.

Mam dziewiętnaście lat i nie widziałam Warszawy. Stolica Polski, która do tej pory jest dla mnie strefą nieznaną, obcą, tajemniczą… i póki co niedostępną, staje się kolejnym punktem na liście ,,Miejsca, które trzeba wypada zobaczyć’’. Jaka jest naprawdę? Zjawiskowa? Potężna? Jak śpiewa Janusz Panasewicz: ,,W moich snach wciąż Warszawa pełna ulic, placów, drzew…’’. Można by rzec, miasto, jak każde inne. Ale byłoby to błędne stwierdzenie. Panie Januszu, pozwoli Pan na małą dygresję?

Co przyciąga ludzi do stolicy? Atrakcyjne ceny? Tu aż prosi się o sarkastyczny śmiech. W mieście, w którym czynsz na jednej z najdroższych ulic wynosi rocznie kilka milionów złotych, a obiad w niejednej restauracji to równowartość pojedynczych zakupów w supermarkecie? Chyba bezpieczniejsza dla portfela będzie wyprawa do Mc’a na dworcu centralnym.



Przyznać jednak trzeba, że mimo tak absurdalnych cen, liczba mieszkańców stale rośnie. Ale kto by o tym myślał? W końcu w świecie odtwarzaczy muzycznych i słuchawek ,,twarze w metrze są obce, bo i po co się znać?’’, znacząca większość wybiera rozwiązanie ,,lepiej jechać i spać’’. Każdy żyje tu własnym tlenem, miejscem w metrze, ale jeśli mieszkasz w bloku, musisz dzielić walczyć o podwórko z innymi sąsiadami. 

Życie w Warszawie jest szybkie. Ludzie pędzą przed siebie o mało nie wpadając pod nadjeżdzający tramwaj, ale kogo to obchodzi? ,,Mało kto to zrozumie, dokąd gna zdyszany tłum''. Trzeba prędko załatwić wszystkie firmowe sprawy, z prędkością światła przemieścić się na drugi koniec miasta w celach służbowych, by wracając spędzić w korkach ulicznych kilka godzin puszczając w kierunku innych równie zniecierpliwionych kierowców wiązankę pięknej polszczyzny. 

Zabytki w Warszawie? Nie urażając mieszkańców stolicy, ale zabytki te poza faktem, że są historycznie odbudowane, nie są już tym, czym były przed drugą wojną światową. Pozostałe budynki i inwestycje mają na celu uczynić z Warszawy pomniejszoną wersję Nowego Jorku. Słowacki miał więc słuszność porównując Polskę do papugi narodów. Szkoda jedynie, że za wzorzec obraliśmy sobie miasto, w którym panuje znieczulica społeczna, otyłość wśród mieszkańców jest na porządku dziennym, a media lansują konsumpcyjny styl życia.

Mam dziewiętnaście lat. I nie widziałam Warszawy. Może jak już doczekam takiej okoliczności, wtedy wrócę do tego wpisu, by jeszcze raz go przeczytać. Może stwierdzę, że myliłam się, oceniając ją tak krytycznie? A nuż okaże się, że jednak miałam rację? Panie Januszu, mam tylko nadzieję, że pańskie prognozy się nie sprawdzą i nie ,,zniknie Warszawa tak jawa, jak sen’’.




sobota, 7 czerwca 2014

Dylematy. Ratunku!


Dla maturzystów rozpoczął się właśnie okres najdłuższych wakacji. O ile nie spędzają ich na przygotowaniach do poprawek z matury, a przyznać trzeba, że w tym roku egzaminy z pewnością dały w kość niejednemu maturzyście. Sama należę do grona osób, które musiały zmierzyć się z ,,Potopem’’, bądź ,,Weselem’’ (,,Potop’’, serio?), powikłaną zagadką o turyście (nie wiem, jak u was, ale mój oglądał zamek z parkingu) oraz w kolejnych dniach z egzaminami z przedmiotów dodatkowych, które do łatwych nie należały.

Mimo, że matury mamy już za sobą, nie jest nam dane odetchnąć z ulgą. W napięciu oczekujemy na wyniki, od których przecież zależy, czy dostaniemy się na wymarzone studia. Zakładki przeglądarki internetowej zapełniają się od portali uczelni, uniwersytetów, interesujących nas kierunków i harmonogramów rekrutacji. Mętlik w głowie. Jak ugryźć temat? Co z czym jeść? Rozważamy wszystkie za i przeciw, drogą eliminacji staramy się wybrać najlepszą z możliwych uczelni. Wielkie miasto? A może pobliski uniwersytet w niedużej aglomeracji? Iść tam, gdzie planuje większość, czy samotnie wyruszyć w świat? A może tak zrobić sobie rok przerwy i zarobić trochę pieniędzy? Z pewnością takie dylematy spędzają nam teraz sen z powiek. Są to jednak kwestie, do których musimy podejść indywidualnie. W końcu to walka o naszą własną, nie tak daleką przyszłość. Nikt nie podejmie decyzji za nas, nie obarczymy odpowiedzialnością mamę, czy przyjaciela, by potem zrzucić na niego winę za własne nieusatysfakcjonowanie. Mimo, że wielu rodziców chciałoby widzieć w swojej pociesze przyszłego doktora, czy prawnika, to jednak dogodzić musimy wyłącznie sobie samym, ponieważ to będą nasze wspaniałe (?) studenckie lata.


Oczywiście kwestią niebagatelną są wszelkie koszty, jakie ponosi przyszły student decydujący się na zamieszkanie poza domem, czy chociażby uiszczenie opłaty wpisowej na interesujący go kierunek. Ale to nie wszystko, student to istota ludzka (cóż za odkrycie, dajcie mi Nobla), więc musi się czymś żywić. Już kochane mamusie z pewnością postarają się o to, by ich wyruszające w wielki świat dorosłe dzieci nie cierpiały głodu. Choć przecież teraz na topie jest jedzenie na mieście, o ile wypady na miasto nie kończą się kilkukrotną wizytą w McDonald’się a wieczory nie stają się ostro zakrapianymi spotkaniami z przyjaciółmi.

Studia to ponoć najlepszy okres w życiu młodej osoby. Dla wielu jest to rozpoczęcie nowego rozdziału, dla innych zaś kolejny etap edukacji, która ma zapewnić dobrą pracę i zarobki. A dla mnie? Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie w tej chwili. Czuję, że będzie to wielka przygoda, odkrywanie prawdziwego życia, samodzielność, wkraczanie w dorosłość, ale także czas poważnych decyzji, dylematów, a może nawet upadków, ale jak stwierdził kiedyś Konfucjusz: ,,Największym powodem do chwały nie jest to, że nigdy nie upadamy, ale to, że potrafimy się po upadku podnieść’’.



niedziela, 1 czerwca 2014

Życie, czym jesteś?

Każdy z nas pisze historię swojego życia. Na jej kartach umieszczone zostają ważne daty, miłe i te mniej przyjemne wspomnienia, które odegrały znaczącą rolę, nazwiska osób bliskich naszemu sercu… Dar egzystencji otrzymaliśmy, nie z dniem narodzin, ale już kilka miesięcy wcześniej, to jest z momentem poczęcia się w matczynym łonie. Już wtedy miały miejsce istotne procesy w rozwoju, metamorfozy oraz przygotowanie do przyjścia na świat. Ten niezwykły podarunek, o którym chcę pisać, stanowi także przepustkę umożliwiającą nam korzystanie z tego, co ofiaruje los. Jest kluczem otwierającym multum alternatyw.




wtorek, 27 maja 2014

Podejmij wyzwanie

Znamy już tajniki i sekrety zdrowego odżywiania. Pora więc wcisnąć na siebie wygodny dres, luźny top, odpalić ulubioną play listę i pobudzić trochę endorfiny. Koniec wzdychania za upragnioną sylwetką. Oto przed nami krótki przewodnik po tym, jak przygotować się do ćwiczeń. Gotowe? Zaczynamy.


Najważniejsza jest dobra rozgrzewka. Nie myślcie nigdy, że pomijając ją nic się nie stanie. Nasze mięśnie potrzebują rozruchu przed intensywnym treningiem. Bez niej jesteśmy bardziej narażeni na kontuzje i zerwania ścięgien. Dlaczego jest tak istotna? Powoduje lepsze ukrwienie mięśni oraz zwiększa efektywność ćwiczeń. Spróbujcie wykonać szpagat bez przedniejszego rozciągnięcia mięśni ud i łydek. Niemożliwe, prawda?

Internet pełen jest motywatorów i inspiracji zachęcających do aktywności fizycznej. Alternatywa ta faktycznie działa, wzmagając w nas potrzebę ,,zrobienia czegoś ze sobą’’. Siła woli i motywacja, by wprowadzić zmiany do swojego życia mają fundamentalne znaczenie i są kluczem do sukcesu. Dlatego śmiało, oglądajcie zdjęcia, szukajcie swoich wzorców, osób, które będą Waszymi inspiracjami w pogoni za piękną sylwetką.

Nie trzeba chodzić na siłownię, żeby ćwiczyć. Najtańszym sportem jest bieganie. Poza nim wystarczy mata, by wykonywać niektóre ćwiczenia w domu. Czy to nie proste? Brak czasu? Nie ma czegoś takiego jak brak czasu. Bo dla chcącego, nic trudnego. Nie usprawiedliwiaj się faktem, że musisz obejrzeć swój ulubiony serial. Kto powiedział, że nie możesz tego robić, ćwicząc? Urozmaicanie sobie czasu przeznaczonego na gimnastykę dobrą muzyką, czy filmem sprawia, że czas ten mija nam znacznie szybciej i przyjemniej.


Przed wykonywaniem ćwiczeń ważne jest, by wiedzieć, czy aby na pewno taki rodzaj gimnastyki jest dla nas obojętny. W końcu chodzi o to, żeby być fit, a nie połamać sobie ręce czy skręcić kark. Jeżeli przy wykonywaniu skomplikowanego ćwiczenia czujesz ból, sprawdź czy wykonujesz je prawidłowo lub zrezygnuj z niego. Do wszystkiego trzeba podchodzić rozsądnie i rozważnie.

Nie mów, że nie umiesz. Nawet najlepsi kiedyś musieli zacząć. Nie rodzimy się mistrzami w jakiejś dziedzinie. Nawet ja, mimo że prowadzę taki styl życia od dwóch lat, nadal się uczę i odkrywam nowe aspekty. Pomyśl o satysfakcji, jaką poczujesz po skończonym treningu. Nie odkładaj tego na jutro. Niech dziś będzie Twoim jutrem. Pamiętajmy jednak, że ćwiczenia to zaledwie 30% sukcesu. Pozostałą część stanowi zdrowa dieta.

Jeżeli przez dłuższy czas nie było aktywności fizycznej w Twoim życiu, zacznij od krótkich i lekkich treningów. Częstotliwość i intensywność zwiększaj stopniowo, tak by organizm mógł przyzwyczaić się do zmiany dotychczasowego stylu życia. Nie bój się tego, że mięśnie zaczną się powiększać. Jeśli będziesz ćwiczyć prawidłowo, a co ważniejsze nie zapomnisz o rozgrzewce i rozciąganiu po skończonym treningu, rozrost nie nastąpi. Nie załamuj się jeśli po pierwszym tygodniu nie zauważysz efektów. Na wszystko potrzeba czasu, jednak gwarantuje Ci, że poczujesz wielką satysfakcję! :)


czwartek, 22 maja 2014

Zmień swoje życie


Miesiąc maj powoli dobiega końca. Do wakacji coraz mniej czasu i coraz mniej czasu by pozbyć się kilku zbędnych kilogramów i wymodelować sylwetkę. Nagromadzony przez zimę tłuszczyk być może ogrzewał nas w zimowe dni, jednak na plaży z pewnością nie będzie naszym sprzymierzeńcem. Są na to sposoby. Jesteście gotowe by latem prezentować się promiennie? Wymaga to z pewnością wprowadzenia wielu zmian i wyrzeczeń, ale zapewniam, że będzie warto. Dziś zajmę się tylko kwestią żywności, a w kolejnym wpisie wybierzemy się na maraton z ćwiczeniami :)


niedziela, 18 maja 2014

Sportowa elegancja


Moda zmienia się w mgnieniu oka. Czasami ciężko nadążyć za najnowszymi trendami. Jest to nie lada wyzwanie dla każdego, kto chce być na topie. Szał na lata 50. powoli odchodzi w zapomnienie, zaś jego miejsce zajmuje gorączka soczystych barw i odważnych wzorów. Nie brakuje jednak śmiałków, którzy zrobią wszystko, by wyróżniać się z tłumu.

Fashion is changing in a twinkling. Sometimes it's very hard to follow the newest trends. It's a great challenge for everyone, who wants to be on top. The craze for the 50th is falling into oblivion and its place is taken by rush of vivid colors and bold patterns. However, there are lots of daredevils who will do anything to stand out from the crowd.

Neonowe marynarki i torebki w kolorze dzikiej fuksji wyparły delikatne, pudrowe sukienki. Falbany i tiule zanikły na rzecz geometrycznych wzorów, a obuwie? Jemu chcę poświęcić dzisiejszy wpis.

Neon jackets and handbags in the color of wild fuchsia drove fine, powdery dresses. Ruffles and tulle disappeared in favor of geometric patterns. And what about shoes? I want to dedicate him today's entry.


Jeszcze niedawno buty te przeznaczone były wyłącznie do biegania, uprawiania joggingu – taki przynajmniej był zamiar i cel wypuszczenia ich na światowy rynek. Sprawy jednak obróciły się o 180 stopni i oto rekwizyt rodem z siłowni stał się wizytówką nawet najbardziej wymagających i wybrednych klientów. Chyba każdy domyśla się, o jakich butach mowa :)

Until recently, these shoes were meant only for running, jogging - such at least was the intention and purpose of releasing them on the world market. Cases, however, turned about 180 degrees and this is a prop straight from the gym, which became a showcase of the most demanding and discerning clients. I think everyone guesses about which shoes I say :)

Żeby je nosić, wcale nie trzeba rezygnować ze zwiewnych spódnic czy marynarek. Obecnie tak odważne połączenie elegancji i wygody Air Max’ów Roshe Run'ów, Free Run'ów coraz częściej można oglądać spacerując po ulicach większych aglomeracji. Potocznie zwane ,,najkacze’’ przyciągają coraz większą uwagę oraz, co należy przyznać, stały się obciążeniem dla portfeli rodziców czy osób zainteresowanych kupnem. Czy są jednak warte swojej ceny?

To wear them, you don’t have to resign from the airy skirts and jackets. Nowadays such a bold combination of elegance and comfort of Air Max, Roshe Run and Free Run increasingly can be seen during strolling the streets of major cities. Nike shoes attract more and more attention and have become a burden on the wallets of parents or people interested in buying them. However, are they worth so much money?


czwartek, 15 maja 2014

W więzieniu mody

Skórzane kozaczki Lacoste, pikowane,  kosztowne torebki od Gucciego, ciężkie futra ze zwierząt, a nawet kontrowersyjne i zbyt skąpe kostiumy kąpielowe- na wybiegu nie ma rzeczy niemożliwych. Projektanci wyznaczają trendy, które z biegiem czasu rozprzestrzeniają się na masową skalę niczym epidemia czerwonki. Tym dość odważnym porównaniem chcę podkreślić znaczenie mody we współczesnym świecie. Wielu pozwala jej zniewolić się, zatracając dotychczasowe wartości, zaś pogoń za byciem ,,na topie’’ przypomina istny maraton, w którym wygrywa ten, komu trafi się lepsza okazja cenowa.

środa, 14 maja 2014

Nowy początek

Jak mówi stare zdanie: Początki są zawsze trudne. Trzeba jednak przez nie przebrnąć, a potem ma być już z górki (tak przynajmniej zwykło się przypuszczać). Jak jest naprawdę, każdy wie z własnego doświadczenia. Nie jest to moje pierwsze zetknięcie z blogiem. Oj, trochę ich już było, nawet nie próbuję liczyć. Każdy następny był lepszy od poprzednika. Lepszy? Pod względem treści oczywiście. Stawałam się dojrzalsza, stykałam się z problemami. Wychowałam się na pisaniu blogów, dlatego czuję się związana z tą sferą. 

It is said, that the beginning are always complicated. But it's necessary to get through this issue and thereafter it has to be easier (or so they say). We all know, from our own experiences, how it looks for real. It's not my first encounter with a blog. Blogging is a part of my past. Every new one was better than the previous one. Better one? I mean if it comes to contents. I became more mature and explored the adults' world. In this way it is why I feel associated with the blog zone. 




Obserwatorzy

Szablon stworzony przez Blokotka. Nagłówek i design zaprojektowała Michalina Korzeniowska. Wszelkie prawa zastrzeżone.